poniedziałek, 3 października 2016

Zawsze otwieraj "Załącznik" Rainbow Rowell


Po raz pierwszy na blogu recenzja twórczości Rainbow Rowell. Przełomowa chwila. Co prawda czytałam już "Eleonorę i Parka" oraz "Fangirl". Dzisiaj możecie się dowiedzieć, jak według mnie poradziła sobie autorka z trochę starszym odbiorcą oraz jak ta książka wypada na tle innych powieści.


Beth i Jennifer to (niecałe) trzydziestolatki pracujące w redakcji gazety. Dobrze wiedzą, że ktoś z firmy musi monitorować ich wiadomości. Nic sobie jednak z tego nie robią  i dalej piszą do siebie maile. Cała akcja rozgrywa się w na przełomie lat 1999 i 2000. Jeszcze się wtedy nie urodziłam, więc to było ciekawe doświadczenie zobaczyć jak to było kilka lat wcześniej. Nie idąc dalej w mój życiorys, bo po co, i tak nie chce słuchać przejdę do prezentacji naszych uroczych bohaterek. Beth ma chłopaka muzyka, jest recenzentką filmów i tą bardziej szaloną z ich dwójki. Jennifer to bardziej spokojna i zakompleksiona kobieta, choć szczęśliwa mężatka, która uczy się bycia szaloną.
Okładka francuska

Ale, ale... Tak bardzo skupiam się na nich, ale w tej opowieści jest jeszcze jedna ważna osoba.To Lincoln O'Neill. Kiedy dostawał pracę na stanowisku informatycznym w "Courierze" nie przypuszczał, że jego praca, której na początku nienawidził, czytanie cudzych maili, może mu sprawiać przyjemność. Właśnie dzięki korespondencji Beth i Jennifer. Te wiadomości są zabawne, ciekawe i podnoszące na duchu.

A zabawniejsze jest jeszcze to, że któregoś razu w ich wiadomościach pojawia się opisywany tajemniczy jegomość, spotykany w redakcji. W miarę rozwoju akcji Lincoln spostrzega się, że to nim mowa, a najwięcej do powiedzenia ma właśnie Beth. Dla jednym może się wydawać dziwne, dla innych nie, ale on też ją kocha. Chociaż nawet nie wie jak ona wygląda. Wystarczył mu jej charakter, co jest bardzo romantyczne (każda dziewczyna chciałaby być kochana nie przez wzgląd na wygląd, a właśnie osobowość). Tylko co zrobić z wiadomością, że on też jest obiektem zainteresowania Beth? Zostawić ten fakt w spokoju, czy może... No właśnie, co dalej?

Muszę przyznać, że motyw książki jest bardzo ciekawy, oryginalny. Myślę również, że dobrze wykorzystany. Muszę również się odwołać do narracji. Cała książka była opisywana z punktu widzenia Lincolna, zmiana zachodziła tylko wtedy, kiedy widzieliśmy maile dziewczyn. To, co naprawdę mi się podobało, to to, że autorka nie poświęcała ich życiu zbyt dużej uwagi. Wszystko co miało jakiś wpływ na całą historię poznawaliśmy w ich wiadomościach. Dla mnie to było bardzo dobre rozwiązanie. 

Nie byłabym sobą, gdybym nie odwołała się do całej oprawy, szaty graficznej. Ta nasza, polska nie jest zła. Widać, że wydawnictwo postawiło na dość modny minimalizm. Nasz blog jest również utrzymany w takiej stylistyce, ale mimo, że okładka jest urokliwa, gdyby miała coś jeszcze, na pewno dużo bardziej przyciągałaby wzrok. Do innych technicznych rzeczy nie mam żadnych zastrzeżeń.

Przejdę do całej fabuły. Przede wszystkim, nie wiem, może jestem za stara, albo za dużo książek mam już przeczytanych na swoim koncie, ale wydawała mi się trochę naiwna. Niestety lubię takie książki, które nawet nie kiedy nie mają nic związanego z rzeczywistością, sprawiają, że ja w nie wierzę, wyobrażam to sobie. Tutaj miałam problem z uwierzeń, że w magiczny sposób ona i on się w sobie zakochali nie znając siebie. Dobra rozumiem, że jakimś sposobem może mieć to miejsce, ale że od razu akurat w sobie? Coś zgrzyta.

To są wszystkie chyba najważniejsze plusy i minusy. Do reszty po
prostu nie mam zastrzeżeń. Jeżeli miałabym porównywać tę książkę z poprzednimi Rainbow Rowell, to miałabym problem. Po chwili zastanowienia myślę jednak, że najsłabiej dla mnie w zestawieniu wypada "Eleonora i Park", potem plasuje się właśnie "Załącznik" takie 7 punktów na 10, a "Fangirl" takie 8+.

Tę książkę mogę spokojnie polecić każdej kobiecie. Uczennicy, żonie, dziewczynie... Będzie idealna na długie zbliżające się jesienne wieczory, a potem zimowe. Ja po prostu zatapiałam się w tym świecie, mimo kilku niedoskonałości. Na pewno sięgnę po kolejne książki Rainbow Rowell.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję:

Dominika

4 komentarze:

  1. właśnie czytam tą książkę i jakoś tak dziwnie mi się ją czyta, jednak nie tracę nadziei na lepsze rozwinięcie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest dość specyficzna. Rozdziały są bardzo krótkie, szybkie przeskakiwanie od Lincolna do maili Beth i Jennifer. Myślę, że się wkręcisz. Potem oczywiście daj znać :D

      Usuń
  2. Ja byłam mile zaskoczona tą pozycją i po prostu świetnie mi się ją czytało, bardzo szybko i bardzo przyjemnie, dlatego jest u mnie na równi z Fangirl :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja potrzebowałam około 50 stron żeby się naprawdę wkręcić. U mnie akurat "Fangirl" oczko wyżej. Właśnie z tego powodu już niedługo zabiorę się za książkę "Nie poddawaj się" o Simonie Snow.

      Usuń