czwartek, 1 czerwca 2017

Czy to na pewno powieść kryminalna? "Terapeutka" Bernadeta Prandzioch



Miałem wrażenie, że czytam Crossa vol 2. Tak do końca prologu. Później zaczęło się typowo dla tego gatunku.


Marta Szarycka, mieszkanka Katowic dowiaduje się, że w ogródku jej gabinetu terapeutycznego znaleziono ciało dziecka. Chłopca o rozoranej twarzy, który prawdopodobnie ma związek z naszą panią terapeutką. Pytanie tylko jaki?

Marta skrywa tajemnicę. Cień z przeszłości ją w końcu dopadł. Czy poradzi sobie z problemem śmierci dziecka? Czy pojawią się nowe ofiary?

Bernadeta Prandzioch


(ur. 1989r.)
Ślązaczka od pokoleń mieszkająca w katowickiej dzielnicy Załęże. Z wykształcenia psycholog, absolwentka Uniwersytetu Śląskiego, publicystka.


Książka składa się z 8 rozdziałów, które czyta się niemiłosiernie długo. Od razu powiem, że najbardziej podobało mi się zakończenie. Przynajmniej tam było żywo...
Sam prolog mógłby być rozdziałem znajdującym się gdzieś w okolicach 6 rozdziału.

Czytając miałem wrażenie, że autorka umieściła siebie w roli głównej bohaterki. Obie są psycholożkami, mieszkają w Katowicach a na okładce (tak mi się wydaję) znajduje się właśnie Bernadeta Prandzioch. Przypadek? Nie sądzę :3

Ogólnie mogę powiedzieć, że czytało się ją ciężko (wiem, już to mówiłem). Nie wiem, może język był za ciężki? Aczkolwiek miałem wrażenie, że jest ona napisana lekkim piórem. Zaskoczyło mnie też, że w okolicach premiery nie pojawiły się żadne recenzje książki. W sumie do dzisiaj nie pojawiła się żadna recenzja (a przynajmniej nie widziałem żadnej). Dlaczego? Niby nowy, polski głos w powieści kryminalnej a tu zero reklamy, zachwyceń, nic!

Okładka natomiast bardzo mi się spodobała. Jest i tajemnicza i taka oczywista. Gabinet psycholożki znajduje się w budynku, gdzie są też inne gabinety. Dlatego na okładce widać kobietę idącą w górę schodów, jakby do gabinetu.

Podsumowując.
Książka mnie nie ociepliła, nie oziębiła. Była dobra, ale nie rewelacyjna. No, czytałem  lepsze powieści kryminalne. Widzę jednak, że pani Bernadeta ma potencjał i z następną powieścią pójdzie jej znacznie lepiej. Książka nie jest gruba, dlatego myślę, że na długie czerwcowe wieczory będzie jak znalazł. Duży plus dla autorki za ostatni rozdział, który naprawdę mi się podobał. Wtedy akcja wręcz się gotowała. W mojej skali książka zyskuje 6/10 pkt a lubimyczytać ocenia ją na 7/10 pkt.


Za książkę dziękuje wydawnictwu:


Sebastian

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz