piątek, 5 maja 2017

Wywiad z Maciejem Kaźmierczakiem


Witajcie!
Dzisiaj przygotowałem dla Was wywiad z ciekawym człowiekiem, którym jest Maciek Kaźmierczak- redaktor, grafik, autor książek i opowiadań.



Od kiedy zaczął się pan interesować czytaniem i pisaniem? Co było takim impulsem, który zapoczątkował pana twórczość?

Z czytaniem było różnie i na początku, chyba jak większość z nas, przechodziłem w tym względzie okres buntu. W końcu jakoś udało mi się przełamać, a wtedy też zacząłem próbować swoich sił w pisaniu, choć moja proza miała charakter zabawy, której wtedy jeszcze nie do końca rozumiałem. Miałem wtedy około dwunastu lat. Czy był tam jakiś impuls, czy może zadziałał przypadek, że zacząłem pisać, tego nie wiem. Wiem natomiast, że pod koniec podstawówki pisałem już pierwsze opowiadania, którymi raczyłem swoich kolegów (wtedy jeszcze pisałem ręcznie, a tekst przeplatałem rysunkami, co później też się rozwinęło). Gimnazjum było okresem wysyłania tekstów na konkursy literackie, udzielania się na forum Nowej Fantastyki (gdzie dostałem najlepsze z możliwych na początek drogi twórczej rady, krytyki, pochwały i dogłębne analizy). W pewnym momencie stwierdziłem, że pisanie to jest to, co chce robić. W między czasie czytałem ile się tylko dało, bo bez tego ani rusz.  

Czy młody wiek nie przeszkadza utrzymać się w pisarskim świecie?

Na szczęście wiek nie ma tu większego znaczenia. Ważne, żebym pisał dobre teksty, to wystarczy. Oczywiście wiele razy spotykałem się z tym, że moi czytelnicy czy redaktorzy, wydawcy, nie byli świadomi, ile mam lat, a gdy ich uświadamiałem, to nie dowierzali. Ale to nie było problemem, zawsze byłem przyjmowany z otwartymi ramionami. Co więcej - mogę powiedzieć, że młody wiek sprawił, że miałem o wiele więcej możliwości. Przede wszystkim jeśli chodzi o wydanie pierwszej książki, bowiem mój debiutancki zbiór opowiadań ukazał się dzięki wsparciu Stowarzyszenia działającego przy moim liceum i rodzinnemu miastu, z którym nawiązano specjalnie dla mnie tę konkretną współpracę.
Gdybym nie zaczął swojej przygody z pisaniem tak wcześnie, to mój debiut zapewne ujrzałby światło dzienne o wiele później. Poza tym warto myśleć przyszłościowo - jeżeli teraz piszę, publikuję, co jest najważniejsze, to później będzie tylko łatwiej. Już teraz podpisałem umowę na drugą książkę. Jestem jak wielu innych pisarzy - tworzę, publikuję, próbuję wydawać kolejne książki, a mój wiek nie jest żadną przeszkodą. Dlatego nikt też nie powinien się zniechęcać w realizowaniu swoich pasji i doskonaleniu się tylko dlatego, że może jest za młody i niewiele jeszcze może zdziałać. Otóż może!

Niech pan sobie wyobrazi, że wchodzi do księgarni i w dziale "Top 10" jest pana książka. Powiedzmy, że zajmuje 5 miejsce. Co pan czuje?

Radość. Pewien rodzaj spełnienia i ulgę, bo przecież o to mi chodzi - żeby mnie czytano, żebym był jak najbardziej rozpoznawalny i żeby sprzedawać jak najwięcej egzemplarzy swoich książek. Może brzmi to nieco narcystycznie albo snobistycznie, ale o to właśnie chodzi - żeby pisać, cieszyć się z tego, ale i mieć pewne korzyści. Uznanie wąskiego grona czytelników nie może wystarczyć. No, chyba że ktoś twierdzi, że nie pisze dla innych, tylko dla siebie. Dla mnie jednak nie ma to większego sensu, bo pisarz nie istnieje bez czytelników. A ich najlepiej mieć coraz więcej i więcej. Za tym idzie więcej sprzedawanych egzemplarzy, więcej profitów, bo dobre recenzje to nie wszystko - można coś robić z pasji, ale na dłuższą metę to nie zda egzaminu. Ta pasja wymaga czasu, wiele poświęcenia, nerwów, starania się - i w końcu zamienia się ona w pracę, a praca musi być konkretnie wynagrodzona.

Wiąże pan przyszłość z pisaniem? Czy traktuje to pan tylko jako hobby?

Od mojego debiutu minęło pięć lat, od początków pisania znacznie więcej. Kiedyś to było hobby, ale teraz pisanie stało się już częścią życia. Przestawać nie mam zamiaru, więc jak najbardziej wiążę z tym swoją przyszłość, tym bardziej, że mam już napisanych kilka kolejnych książek i plany na wiele więcej. Trzeba to zrealizować. Aktualnie studiuję, więc mogę się pisaniu oddać w dużej mierze. Do ukończenia studiów mam jeszcze jakieś trzy lata - jeśli wszystko dobrze pójdzie - i przez ten czas będę się starał jak najbardziej rozwijać. Większych szans na to, żeby móc potem wyłącznie zajmować się pisaniem, raczej nie ma, ale staram się. Marzenia się spełniają. Ale jeśli nie, to pisanie i tak będzie w dużej części obecne w moim życiu i jakoś je pogodzę z resztą rzeczywistości. Tym bardziej, że aktualnie zmierzam w tym zawodowym kierunku, który ściśle związany jest z literaturą, i to pod każdym względem. 
  
Niedługo wyda pan kolejną książkę, "Polowanie na kaczki". Skąd pomysł na taki tytuł?

Tytuł ten narodził mi się w głowie jakieś trzy lata temu. Wtedy zakładałem, że będzie to zbiór opowiadań. Opowiadanie tytułowe też gdzieś tam z tyłu głowy istniało, choć dokładnie opracowaną miałem tylko jedną, początkową scenę. Potem dostałem od wydawnictwa propozycję napisania powieści. Miał to być horror lub coś, co by o niego zahaczało. Wtedy pisałem książkę o zupełnie innej tematyce, miałem wiele pomysłów, ale zupełnie niezwiązanych z horrorem. Otworzyłem więc zeszyt ze wszelkiego rodzaju fabularnymi zapiskami i trafiłem na ten tytuł. Od razu też przypomniałem sobie ową konkretną scenę i od razu stała się ona sceną wyjściową do całej opowieści. Po prostu.
Skąd jednak pierwotna wersja? Do głowy przychodzą najróżniejsze pomysły - na sceny, dialogi, całe opowiadania lub powieści. Ale czasem też pojawiają się same tytuły, które podświadomie wiążę z konkretnym klimatem. Tutaj miałem klimat tajemniczości, osnutego mgłą lasu, pogrążonego w jesiennych kolorach. I tak od starego pomysłu na tytuł doszedłem do ostatecznej wersji powieści.

Lista konkursów, w których zajął pan wysokie miejsca, jest naprawdę imponująca. Jak wyglądały początki? Jak to się stało, że wziął pan w nich udział?

Wysyłanie tekstów na konkursy literackie jest jednym z obowiązkowych elementów początkowej drogi twórczej. Pisałem i trzeba się było jakoś sprawdzić, a samo umieszczanie tekstów na forach czy portalach literackich nie wystarcza. Pierwsze były chyba konkursy na „Szortalu”, z którym współpracowałem wtedy jako rysownik. Były to jednak małe portalowe konkursy.
Raz wziąłem udział w ogólnopolskim - po prostu trafiłem w Internecie na informację o nim i wysłałem ostatni napisany tekst. Udało się trafić do finału. Niedługo potem już był debiut na papierze, a kolejne konkursy miały potwierdzić, że nadaję się do tego, co robię. Pisanie jest równoznaczne z próbą sprawdzenia się, a potem zadebiutowania. Ku mojej radości to pierwsze już wtedy wypadło dość dobrze, a to drugie nastąpiło dość wcześnie.

Kto jest Twoim autorytetem, który stawiasz sobie za wzór?

Zasadniczo mogę powiedzieć, że dla mnie wzorem jest każdy autor, którego książka w jakiś sposób mnie zainspirowała, zachwyciła. Każda osoba, która ukształtowała mnie jako człowieka, co potem przekładało się na to, co piszę, i wciąż się przekłada. Nie ma osoby, która byłaby dla mnie bezapelacyjnym, głównym wzorem, choć nie mogę tu nie wspomnieć o moim Mistrzu, Witoldzie Jabłońskim, który swego czasu wprowadził mnie zarówno w życie polskiego Fandomu fantastyki, jak i towarzyszył mi przy stawianiu pierwszych konkretnych kroków na mojej w pewien sposób już ukształtowanej drodze twórczej. Do tej pory służy mi on radami związanymi z moimi tekstami jak i z życiem kulturalnym i społecznym w ogóle, za co jestem mu niesamowicie wdzięczny. 

Gdybyś miał w trzech słowach opisać "Polowanie na kaczki", to jakich słów by pan użył?

Surrealistyczna opowieść niesamowita. 
I przy okazji w trzech słowach mogę też dodać:
Polecam bardzo serdecznie :)  


Dziękuję bardzo za udzielenie wywiadu Maciejowi Kaźmierczakowi 

To wszystko w tym krótkim wywiadzie. Mam nadzieję, że zachęcił Was do zapoznania się z pozycjami Maćka. Być może ktoś, też zdecyduje się sprawdzić swój talent pisarski w internecie?

Sebastian

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz