wtorek, 14 lutego 2017

Słodkie "Lato koloru wiśni" Cariny Bartsch


Dzisiaj mamy Walentynki, dlatego przedstawię Wam książkę idealną na ten dzień. I nie ważne czy jesteście szczęśliwi w swoim związku czy może jeszcze czekacie na tego kogoś, warto sięgnąć po coś romantycznego. Choćbyście nawet byli zatwardziałymi przeciwnikami takich książek.

Pierwsza poważna miłość. Tak, kiedy nie ma mowy o zauroczeniu, kiedy widzimy wady drugiej osoby, ale je akceptujemy. Emely to przeżyła. W zasadzie dalej w tym tkwi. Tyle, że została zraniona przez Elyasa. Ciężko jest jej nawet powiedzieć dlaczego. Podobno czas leczy rany. Wcale nie, on je tylko lekko łagodzi. Pomaga znaleźć coś, co jest obecnie ważniejsze i odsunąć nasz ból na dalszy plan. Czasami dzięki niemu z większym spokojem możemy podejść do sprawy, niekiedy ją przeanalizować. Zazwyczaj liczymy, że ból nie powróci. I prawie by się to udało...

Elyas to brat najlepszej przyjaciółki Emely. On wyjeżdża na studia do Anglii, a dziewczyna ma czas się pozbierać. Elyas potem wraca, ale się nie spotykają. Co prawda oboje studiują w jednym mieście, ale Berlin jest na tyle duży, że mają prawa się na siebie nie natknąć.Problem pojawia się kiedy, przyjaciółka wprowadza się do brata, a Emely chce ja odwiedzać. Wtedy wszystkie wspomnienia wracają, a razem z nim ogromny ból. 

Chłopak się zmienił. Już nie jest chudym nastolatkiem, teraz to seksowny, pewny siebie mężczyzna. Co ciekawe, podrywa Emely. Tyle, że ona jest teraz zimna. Niby coś cały czas do niego czuje, ale przecież mu tego nie pokaże. Nie chce znowu cierpieć. A on nie daje za wygraną. Co z tego wyniknie?



Jeśli kiedykolwiek czytaliście choć jedną książkę z serii "Dary Anioła", to znacie humor Jace'a. A teraz wyobraźcie sobie, że zarówno Emely, jak i Elyas żartują sobie podobnie przez cały czas. Rzadko zdarza mi się płakać ze śmiechu przy książce, ale tutaj robiłam to cały czas. Do tego stopnia, że ludzie w autobusie się na mnie oglądali.

Okej, może to jest schematyczne, ale niezwykle lekkie i uzależniające. Ja potrafiłam przewidzieć, co się stanie, ale mimo wszystko podobało mi się to. Naprawdę wkręciłam się w tą historię i chcę więcej. Ja już płaczę, że to tylko duologia. Mam na razie drugą część, ale trochę odczekam. Nie wiem, czy jestem gotowa emocjonalnie na kontynuację.

Drugoplanowi bohaterowie są ogromnie ciekawi. Oni też mają swoje wzloty i upadki, a przyjaciółka Emely, jest ogromnie do mnie podobna. A może to ja do niej... Ich zachowanie, działania miały wpływ na głównych bohaterów. Muszę jeszcze wspomnieć o Luce. Jest to tajemniczy gość, który pisze maile z Emely. On też ma spore znaczenie w książce.

"Lato koloru wiśni" to zdecydowanie książka z gatunku New Adult. Jednak, co dziwne, brak tutaj scen łóżkowych. Jest to ogromnym plusem, bo dzięki temu jest zachowany pewien klimat. Dodatkowo miejscem akcji są Niemcy, w ogóle sama autorka jest Niemką. Utwierdzam się w przekonaniu, że autorki tej narodowości naprawdę potrafią dobrze pisać.

No właśnie, nie wiem, czy jest to styl samej autorki, czy zasługa tłumacza, ale język jest naprawdę genialny. Każde słowo jest naprawdę potrzebne, a dzięki temu potrafimy wczuć się w sytuację bohaterów, a nawet się nimi stać. Carina Bartsch nie serwuje nam przesłodzonej historii. Wszystko jest realne, mogłoby się dziać obok nas, albo z nami w roli głównej.

Co do okładki, to ciężko mi coś powiedzieć. Jest dziwna, ona nie straszy, ale też nie zachwyca. Co do tytułu, to tak naprawdę w treści książki tylko raz jest do niego odwołanie. W dodatku, nie gra ono ogromnej roli. Akcja zresztą odbywa się podczas roku akademickiego.

Z całego mojego serduszka polecam Wam książkę "Lato koloru wiśni". Możecie być pewni, że na blogu znajdziecie recezję drugiej części. Sięgnijcie po tą pozycję, bo naprawdę warto. Nie pożałujecie.




Dominika

PS Szczęśliwych Walentynek!

6 komentarzy:

  1. Jak napisałaś, że jest tu humor Jace, już mnie kupiłaś! <3 Koniecznie muszę to przeczytać! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie się ta okładka podoba - jest intrygująca :) A sama fabuła zapowiada si bardzo ciekawie! Dobra recenzja. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety to jedna z książek, które zamiast bawić - działały mi na nerwy do tego stopnia, że porzuciłam lekturę zanim poznałam połowę. Ode mnie książka ta ma wielkie nie, ale po Twojej recenzji zrozumiałam, że po prostu nie byłam własciwym odbiorcą docelowym :)
    PS. Co to za serduszka? Jakieś żelki? Zjadłabym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serduszka to żelki. Biedronka rządzi!
      Co do książki, możesz mieć rację. Tak naprawdę celuję, że odbiorca od 16 roku życia do około 20 to idealna osoba.

      Usuń