niedziela, 5 lutego 2017

Kreatywna "Prawdodziejka" Susan Dennard


Dzisiaj przedstawiam Wam książkę, której po prostu nie da się podrobić. Jest to tak oryginalne, że bardziej być nie może!

Patrząc po tytule możemy się spodziewać jednej głównej bohaterki. Idąc dalej tropem dedukcji i wcześniejszego sprawdzenia gatunku, zakładamy, że będzie to dziewczyna obdarzona magicznymi mocami. I oczywiście będzie coś z prawdą. W połowie dobrze, a w połowie nie. Jest to bowiem historia, która skupia się na kilku osobach, chociaż tylko jedna z nich prowadzi narrację.

Zacznijmy jednak od początku. Cała akcja skupię się wokół Safiyi i Iseult, które są młodymi czarodziejkami. Kiedy je poznajemy są w czarnej du.... Wogóle cała książka jest tak naładowana akcją, że czytelnik nie ma chwili wytchnienia. Od początku do końca coś się dzieje, co sprawia, że odłożenie tej książki graniczy z cudem. Miałam jednak wrażenie, że jest to troszeczkę przytłumione, że to taki wstęp do czegoś większego.

Iseult jest więziodziejką. To znaczy, że widzi więzi innych i je rozumie. W ten sposób może wyczuć kogoś emocje, pobudki, co sprawia, że łatwiej jest jest przeżyć w społeczeństwie, w którym jest cudzoziemką. Pochodzi ona z plemienia Nomatsanów, którzy są znienawidzeni przez mieszkańców Venazy. Dziewczyna ze względu na swój kolor skóry stara się żyć na uboczu i nikomu nie przeszkadzać. Niestety sama jeszcze do końca nie odkryła swoich zdolności.
Safiya pochodzi z arystokratycznej rodziny. Jej rodzice nie żyją, więc była wychowywana przez wuja. Całe dzieciństwo przygotowywała się do przejęcia majątku całego rodu. Ukrywa swój dar. Jest jedyną żyjąca prawdodziejką. Jej dar jest wielce pożądany. Wyobraźcie sobie, że wiecie, kiedy ktoś kłamie, przydatne, no nie? Zwłaszcza w czasie zbliżającej się wojny.
Dziewczyny różnią się statusem, pochodzeniem, urodą i charakterem, a mimo wszystko stają się więziosiostrami. Taki siostrami z wyboru.

Przyznam się Wam do czegoś. Ogromnie lubię słowotwórstwo. Jestem w klasie polonistycznej, więc takie rzeczy mam na co dzień. Tutaj autorka przeszła samą siebie. Mamy wiatrodzieji, krwiodzieji, prawdodzieji,więziodzieji,ziemodzieji, ogniodzieji i wiele wiele więcej. To prawdziwe mistrzostwo. Choć mam małą radę dla pani Dennard. Może by się tak zlitować nad czytelnikiem i dodać mały słowniczek pojęć najpotrzebniejszych? Bo moja początkowa lektura wyglądała tak: przeczytałam kilka stron, ale nie wiedziałam co tak naprawdę przeczytałam. 

Po raz pierwszy spotkałam się z tak oryginalnym pomysłem. Chyba nikt nie może zarzucić tej książce powtarzalności. To świat stworzony od podstaw. Brak tutaj "inspiracji" innymi książkami fantastycznymi. Jest tutaj zastosowany jednak zabieg, który jest również w "Czasie żniw". Czytelnik zostaje wrzucony w cały świat, bez wcześniejszego przygotowania. Sami musimy zbudować sobie pewne tłumaczenia, cegiełka po cegiełce zrozumieć intrygi polityczne i rodzinne. Czy tutaj to działa? Tak, chociaż pierwsze pięćdziesiąt stron było dla mnie trudne. Potrzebowałam czasu, żeby wgryźć się w historię. Kiedy mi się to udało wszystko leciało jak z płatka, a ja chłonęłam każdą stronę. Czasami się zdarza, że trochę książki przeskakujemy, czekamy na dialogi, omijamy opisy, a tutaj tak nie można było. Miałam wrażenie, że każde słowo jest potrzebne, umieszczone we właściwym miejscu.

Wreszcie trafia się książka fantastyczna, gdzie podkreślona jest rola przyjaźni. Już nie skupiamy całej swojej uwagi na rodzącym się romansie. O nie! Oczywiście lekki wątek romantyczny się pojawia, ale nie gra to pierwszych skrzypiec. To nawet nie gra drugich!
Na uwagę zasługują oczywiście wykreowane postacie. Przede wszystkim Safi i Iseult. One nie chcą ratować świata i być w centrum uwagi. One pragną spokoju. Gdybym teraz musiała między nimi wybierać, to nie zrobiłam bym tego. Pokochałam obie.

Już nie mogę się doczekać drugiej części pt. "Wiatrodziej". Obstawiam, że będzie to historia Merika, który ma swoją rolę w części pierwszej. Mam nadzieję, że poziom będzie jeszcze większy. "Prawdodziejka" to historia, która skupiła się na przygodzie. Powiem Wam, że nie bez powodu książkę poleca Sarah J. Mass. Naprawdę to jest coś mocnego. Czy jest to lepsze od "Szklanego Tronu"? Postawię te dwie książki na równi.

Książkę polecam zarówno fanom fantastyki, jak i maniakom politycznych rozgrywek czy wali bronią białą. Jeśli lubicie perfekcję, to śmiało, czytajcie. Świat Susan Dennard jest bardzo dopracowany, ale przede wszystkim instygujący. Gratuluję wydawnictwo SQN, bo ostatnio mają ogromny talent do wydawania perełek. 



Za możliwość przeczytania książki dziękuję:


Dominika

4 komentarze:

  1. Czeka od jesieni na swoją kolej i jak do tej pory nie znalazłam na kia czasu. Pora jednak zmienić priorytety i po nią sięgnąć 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. mam książkę w planach, ale naprawdę zapowiada sie ciekawie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz masz dodatkową motywację, żeby po nią sięgnąć.

      Usuń