poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Wywiad z Sabiną Jakubowską





1. Co zainspirowało Panią do napisania "Domu na Wschodniej". Miała Pani powód do napisania, czy raczej tak po prostu?
Moje inspiracje są bardzo różnorodnej natury. Z wykształcenia jestem archeologiem, stąd nieunikniona miłość do tajemnic przeszłości. Pracując nad doktoratem, badam historię Jadownik, a niektóre wątki oddziałują mocno na moją wyobraźnię. Jako doula, dziennikarz, niegdyś nauczyciel, mogłam poznawać różnych ludzi i zauważyłam, że każdy człowiek ma swoją opowieść, taki specyficzny rdzeń samego siebie, tworzące go przeżycia, doświadczenia, język, poczucie humoru. I to właśnie ludzie mnie inspirowali, chociaż żaden z bohaterów nie jest kalką prawdziwej postaci. Od dawna myślałam nad poszczególnymi motywami jako nad osobnymi historiami, aż nagle te wątki „spotkały się w mojej głowie” i powstała opowieść, w której jest i przygoda, i interakcje między bohaterami, przeróżne emocje, i trudne sprawy, a przede wszystkim pewne przesłanie. Wspomnę też o szczególnej inspiracji: prototyp Domu istnieje naprawdę. Gdy jestem w pobliżu, lubię patrzeć na niego i na przestrzeń wokół. Chciałam wypełnić go tętniącym życiem, aby nie stał już taki pusty.

2.  Jak wyglądała droga książki "od pomysłu do księgarni"?
Kilka lat swobodnego przepływu myśli. Parę miesięcy oglądania swoistego „filmu w głowie” i odkrywania tego, co będzie dalej. Pół roku zdyscyplinowanego pisania w wolnych chwilach. Parę tygodni potrzebnych, by przeczytali to moi czytelnicy-ochotnicy i dyskusje z nimi o powieści. Jakieś dwa lata poszukiwania wydawcy, wreszcie decydujący e-mail napisany we właściwym momencie i nawiązanie współpracy z Grupą Wydawniczą Relacja. Kolejne miesiące pracy nad redakcją książki. Wysłanie przez mojego wydawcę „Domu na Wschodniej” na konkurs „Promotorzy Debiutów” Fundacji Tygodnika Powszechnego i Instytutu Książki. Tygodnie oczekiwania związane z procedurą konkursu. Główna nagroda i wreszcie wydanie powieści. Oto jest.



3. Pisząc książkę myślała Pani, że dla kogo ona będzie przeznaczona?

Wyobrażałam sobie młodzież w wieku gimnazjalno-licealnym jako głównego adresata. Życie pokazało, że „Dom na Wschodniej” czytają także osoby z pokolenia ich rodziców, a nieraz dziadków, ale i czytelnicy młodsi, uczniowie szkół podstawowych.

4. Na czym zależało Pani najbardziej pisząc tę książkę?
Przekazać ważną dla mnie prawdę, że nie ma i nigdy nie było łatwych czasów, że wszyscy ludzie mają jakieś problemy, a jednak, mimo tych okoliczności, można i warto kochać, marzyć, doświadczać przyjaźni, radości, nie bać się  - być sobą, pozostać wiernym własnym wartościom, starać się widzieć innych ludzi wokół, być uważnym, żyć świadomie. Jestem także przekonana, że żyć świadomie to znaczy żyć bez używek i nałogów, co praktykuję – od zawsze. Nie zamierzam nawracać świata, a jedynie pisząc tę powieść chciałam dodać odwagi tym osobom, które same chcą tak żyć, ale potrzebują wzmocnienia, obawiając się presji środowiska. Naprawdę nie mamy wpływu na to, co inni o nas myślą w głębi serca, więc nie warto kierować się w życiu tylko możliwością zdobycia krótkotrwałych „polubień”. W tej powieści jest też sporo tematów przemocy, ponieważ ona jest wszędzie wokół nas i nic nie da odwracanie wzroku od tych kwestii. Należy się z nimi mierzyć i nie trwać w bezradności. Zależało mi, aby to przesłanie było czytelne.


5. Jak się Pani czuje, kiedy wchodzi Pani do księgarni i widzi swoją książkę na półce?

Cieszę się dyskretnie. Zastanawiam się, co czują nieznani mi czytelnicy przy lekturze. I oczywiście chcę więcej. Myślę o innych opowieściach.


6. Czy Istnieje osoba, która jest dla Pani autorytetem pisarskim? 

Tak, istnieje. Profesor John Ronald Reuel Tolkien. Nadal żyje w opowieściach, które są perfekcyjne. Jest mistrzem słowa, z równą starannością kreującym światy, jak i prawdę doświadczeń i emocji bohaterów. Można kochać fantastykę i cieszyć się jej przestrzenią w dziełach Tolkiena, a można ją odrzucić, potraktować jedynie jako dekorację, wewnątrz której bronią się prawdziwe i uniwersalne wartości. I one się obronią. Jeżeli zaś ktoś nie czuje się dobrze w takich pełnych rozmachu opowieściach, ale ceni sobie abstrakcyjny humor, dyskretną ironiczną żonglerkę stereotypami i skojarzeniami, a przy tym nienachalnie podaną wielką mądrość życiową, to zachęcam do  dzieł niedawno zmarłego Terry’ego Pratchetta. Odpoczywam przy tym i dobrze się bawię.

7. Co znaczy dla Pani być Doulą? Z czym to się często wiąże?

Doula jest fizycznym, psychicznym, emocjonalnym i praktycznym wsparciem kobiety ciężarnej, rodzącej i młodej mamy, zaczynającej dopiero przygodę z macierzyństwem. Bycie doulą oznacza dla mnie wspieranie bez oceniania każdej pozostającej pod moją opieką kobiety w jej wyborach związanych z rodzicielstwem, bycie otwartą na jej potrzeby oraz na rozwój sytuacji, a przede wszystkim uczestniczenie w tajemnicy Narodzin Nowego Człowieka, co jest wspaniałym przeżyciem, chociaż nieraz bardzo trudnym. Wiąże się to z nieustającą fascynacją cudem jakim jest życie, ze stałą potrzebą uczenia się, a także z takimi przyziemnymi sprawami, jak konieczność planowania codzienności osobistej i rodzinnej na co najmniej dwie opcje w okresie, gdy jestem w gotowości wobec porodu mojej klientki, gdy czekam na jej wezwanie, które może nastąpić w najdziwniejszym momencie – a niekiedy czekanie wydaje się trwać w nieskończoność.

8. Co Panią skłoniło, żeby wstąpić do organizacji?


Jako doula daję wsparcie, ale także potrzebuję wsparcia. Dzięki Stowarzyszeniu Doula w Polsce mogę poradzić się, wygadać – komuś, kto te sprawy dobrze rozumie. Uczyć się od najlepszych. Poznawać nowe osoby i metody pracy, nowe książki, filmy. Doula to przecież zawód, który wymaga działań profesjonalnych, a także droga mojego rozwoju, na jakiej spotykam świetne kobiety.

9. Czego by Pani chciała dla swoich dzieci?


Chciałabym żyć w świecie, który ludzie traktowaliby jak własny dom, w nim przecież bez naszego udziału nic się samo nie zrobi. Chciałabym żyć w świecie, w którym ludzie dążą do osiągnięcia spokoju, a nie władzy i korzyści. W świecie, gdzie życie, czas i energia są szanowane, ponieważ mają swoją wartość, gdzie seks i religia to prywatna sprawa każdego, nie sprzedaje się tego i nie robi z ich powodu wojen. Takiego świata chciałabym dla moich dzieci.